wtorek, 21 grudnia 2010

prawie 4-letnia Sara przeglądająca album z moimi zdjęciami, kiedy miałam roczek.:
- Patrycja, to twoje najlepsze zdjęcia!

hahahahahahh

Sara w przedszkolu miała "narzeczonego"( miała bo już nie ma haha, miłość się skończyła ) Miał na imię Oskar. pewnego dnia po Oskara przychodzi tata. Sara wychodzi z sali, podchodzi do taty Oskara i pyta:
- Kocham Oskara, czy pan to akceptuje?
i wychodzi, nie czekając na odpowiedź.


hahahahhahaha dzieci potrafią doprowadzić mnie do łez swoimi tekstami :D
a tak poza tym, to właśnie przyjechałam do domu z uczelni i .. mam wolne! oddałam te pieprzone recenzje i jestem totalnie szczęśliwa!:D mam czas przynajmniej, żeby poćwiczyć na gitarce.:)


Rysiu, mam nadzieję, że moje słowa dodały Ci otuchy.:) Widzę zmianę nastawienia.:) wiem, że to co mówię to były banały, ale ja wiele lat temu odkryłam w nich pewną magię:) wystarczy w nie wierzyć, a każde niepowodzenie nie będzie Cię hamowało, lecz motywowało do jeszcze większych starań:) jeśli chodzi o Ciebie, to mogę Ci powiedzieć, że nawet jeśli coś jest przykre dla nas, być może jest konieczne, byśmy w przyszłości mogli być szczęśliwi. Nie zawsze wiemy, co dla nas jest dobre.
Wiem, że to co mówię wymaga wielkiej wiary, cierpliwości i siły w sobie, ale to naprawdę pomaga :)

i oczywiście nie mówię tu np. o śmierci kogoś bliskiego, na ten temat nie śmiem się wypowiadać, bo czegoś takiego nie przeżyłam. To znacznie trudniejsze sytuacje..

oficjalnie rozpoczynam okres byczenia się! pozdrawiam :)

18:06 edit:



to masturbaaaaaaaateee! XD stare dobre czasy z Jonem Lajoie :D

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Patriszio, odkryłem w sobie moc, siłę i motywację, jakiej nigdy wcześniej nie miałem. Porzuciłem myśl o tym, że mnie to dołuje, tylko że mnie to motywuje, by wykorzystać cały swój potencjał i energię, żeby po kolei realizować wszystko to, co sobie zamierzyłem.
Wrócę na siłownię, od stycznia znowu idę do pracy. I mam nadzieję- i zamiar- dorwać się do pewnej osoby, którą od bardzo długiego czasu mam na oku.
A Twoje "banalne słowa" zadziałały na mnie zbawiennie, zlepiając wszystko do kupy, powiedziałem sobie, że nie warto. Trzeba iść do przodu. Wmówiłem sobie, że jestem silny, że dam sobie radę, że jest ze mnie przechuj komandos! A ta cholerna pewność siebie tylko dodaje mi sił. ;)
Wybacz, że pominę tym razem notkę- po prostu odpowiadam na tą część adresowaną do mnie.
Dziękuję, Patriszio, i Tobie Marcinie też. Trzymajcie się :)) Byście byli szczęśliwi i kochali się jak najmocniej! :)
Wesołych świąt! :))