dziś wybrałam się pierwszy raz od niepamiętnych czasów na samotny spacer. tylko ja i moja mp3. i piękna pogoda. wpadłam do mojej cioci do sklepu, która, trzeba wspomnieć, była na zmianie akurat z moją przyszłą teściową. i tu właśnie złapała mnie zajebista burza. nie pytajcie jak wróciłam do domu, ważne, że wróciłam sucha :D.
na spacerze miałam czas na przemyślenie tego czy owego...
i muszę stwierdzić, że chyba za bardzo przywiązuję się do ulubionych, kojarzących się miejsc, ludzi, chwil. patrzę, jak niektóre miejsca się zmieniają i jest mi żal. mojej ulubionej ławki, zniszczonego chodnika... znałam każdy centymetr tych miejsc, każdy wybój, nierówność, dziurę. a dziś, mimo iż wszystko wygląda pięknie i jest odnowione - nie podoba mi się. to nie jest moje i nie kojarzy mi się już tak dobrze jak kiedyś.
w tym roku pierwszy raz od 6 lat nie poszłam na Żorską Wiosnę Młodości. ktoś powie - no i co? a mi jest żal. ponieważ pójście tam było naszą coroczną tradycją a wręcz obowiązkiem! bywały czasy, że czekaliśmy cały rok na to. jak na upragniony wyjazd, czy dzień urodzin...i nie żałuję, że niedzielę spędziłam z ukochanymi bebokami na przezajebistym koncercie. żałuję, że w ten sam dzień był drugi dzień ŻWM i żałuję, że dzień wcześniej padało... ale co zrobić?
co do osób... muszę chyba w końcu przestać wierzyć. to dziwne, bo z jednej strony zupełnie nie wierzę, że mogłoby być tak jak dawniej. dlaczego? bo ja nie potrafiłabym tak po prostu zapomnieć o przykrościach i udać, że wszystko gra. a z drugiej pieprzonej strony mam nadzieję, że kiedyś kiedyś... ta nadzieja jest słaba, ale jest, i to mnie drażni.
chyba tak już musi być, taka natura ludzka głupia...
po ostatnim koncercie nachodzą mnie takie myśli: czy my już nie jesteśmy za stare na takie wygłupy? :D nie wiem, lekarze mówią, że ten uraz pozostanie mi już do końca życia. wyobrażam sobie nas, szalone czterdziestki przeżywające 50tą młodość i nasze dzieci mówiące "mama nie rób mi siary". i wiecie co? fajnie. ja tak chcę. a kolejne koncerty obowiązkowo z Tomkiem i jego " SIÓDEMKA!!! SIEDEEEEM!!!" "PIE CZAR KI ! PIE CZAR KI!" i " DAWAĆ SEEEEEEEEEEEEEEEEEEEER!" :))))
dziękuję Wam za to, że
nie boję się życia
nie boję się
z Wami dolecę do gwiazd
pokonam strach
bez Was ciemno jest
dziękuję Wam moje pizdeczki, najlepsze na świecie. Dodo, Karuś, bez Was nie byłabym tym kim jestem, nie byłabym taka jaka jestem.
i dziękuję Madzi i Moni za to, że uczelnia UŚ kojarzy mi się tak dobrze i że studia z Wami są najzajebistszą rzeczą na świecie!!:) bo my tylko na początku wydawałyśmy się normalne...:)
a Ciebie kocham, mimo wszystko.
porcja zdjęć z koncertu:)
| ekipa z dżipa |
| special for girls - Marcin |
| :) |
| ja jak zwykle jak naćpana...:D |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz