i mimo że pisałam niedawno, znowu mam ochotę to zrobić. chcę pisać o tym, jaka jestem cholernie szczęśliwa. mimo wszystkiego co było. mimo tego, że były lata, gdzie było cholernie trudno. że były lata naznaczone kłótniami i strachem, lata w których bezpowrotnie skończyło się moje dzieciństwo. miałam tylko 12 lat.. dziś nie mam żalu. nie potrzebuję się buntować przeciwko temu, co było, bo po prostu musiało tak być. rozpad rodziny to wcale nie pozytywne doświadczenie, ale dzięki temu stałam się trochę innym człowiekiem. czy byłabym lepsza, gdyby moi rodzice byli wciąż razem? nie wiem. i nigdy się nie dowiem. wiem, że lata nauczyły mnie jednego - nie użalać się nad sobą. brać wszystko co najlepsze i nie przystawać nad czymś, co jest stracone i co nigdy nie wróci. nie starać się, gdy coś jest beznadziejne. jak moja przyjaźń która rozpadła się po 11 latach i która była dla mnie cholernie ważna. pamiętam i zawsze będę pamiętać słowa być może wypowiedziane tylko dla pocieszenia. ale słowa te diametralnie zmieniły mnie i moje podejście do życia. "nie martw się, osiągniesz wszystko co chcesz.wystarczy bardzo tego chcieć i spełnią się wszystkie twoje marzenia". i może to tylko zwykła strata czasu, ale wierzę w to i ta wiara daje siłę. nauczyłam się też, że zawsze wszystko musi kończyć się dobrze, być może nie tak jak to sobie wyobrażaliśmy. ale przecież nikt nie powiedział ,że dobre jest to czego chcemy.
dziś jestem szczęśliwa i wiem, że szczęście nie zależy tylko od tego, czy znajdziemy kogoś z kim możemy je dzielić. szczęście zależy od nas samych, od naszej postawy i sposobu myślenia. trzeba być optymistą i się nie zrażać.;)
ale..nie ukrywam, że największe szczęście dał mi On. odbudował wiarę w dziewczęce marzenia o prawdziwej miłości. wiem, że do tej miłości oboje musieliśmy dojrzeć. może dla kogoś 2,5 roku ( które będziemy świętować 23 czerwca ) nie jest żadnym szczególnym osiągnięciem, ale dla nas jest. cieszymy się każdym spędzonym dniem, każdą godziną. z niecierpliwością wyczekujemy każdej rocznicy. w dalszym ciągu między nami iskrzy. i potrafimy ze sobą rozmawiać, o wszystkim. gdyby to była szczenięca miłość, nie traciłabym dziś na nią czasu. ale wiem, że to coś najważniejszego w moim życiu. i w Jego życiu. i chcę,żeby to trwało do końca.
z tego miejsca całuję Cię mój pracujący Misiaku. oby do 6 rano!
i oby do 8 czerwca..:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz