niedziela, 14 listopada 2010

chciałabym coś napisać. ale zapomniałam co... zaczyna się czwarty z pięciu dni mojego długiego weekendu. nie wiem czy cieszyć się, że dopiero to czwarty, czy smucić, że już...
czuję się nijako, bezsensownie, może to ten dzień, może ta pogoda. chyba nie lubię sobót bardziej niż niedziel. bądź nie lubię ich tak samo. przez trzy pory roku ( w lecie jest troszkę przyjemniej - pogoda ) soboty są przepełnione sprzątaniem, a niedziele są smętne.
czy mogę mieć choć jeden dzień totalnego nicnierobienia? czy mogę się położyć i pachnieć? i następne rodzące się pytanie : czy potrafię nicnierobić i czy nie pogorszy to mojego i tak smętnego humoru?
tak naprawdę nie wiem co mam zrobić żeby zwalczyć tą chandrę i przygnębienie. być może nawet taki ktoś jak ja ma takie dni...perspektywa jutrzejszej kolędy wcale nie poprawia mi humoru...
a może powinnam się z tym przespać? może jutro rano obudzę się wyspana i zadowolona? nie wiem. nic nie wiem. dlaczego? nie wiem...
nie wiem, czy to będzie dobranoc, więc mówię tylko pa...
i na koniec coś co chyba oddaje mój humor:

Brak komentarzy: