Wstałam dziś wcześnie ( o tak, dla mnie to prawie świt ), dzień już taki ponury. Nawet kot jakiś taki smętny (chociaż tu doszukiwałabym się innej przyczyny - nie chciałam podzielić się zimną pizzą, którą jadłam na śniadanie). Nie lubię takich ponurych dni, a teraz będzie ich wiele. Nienawidzę zimy, zimna, śniegu, szybko kończących się dni... Stać na przystanku o 6:40 rano w pizgawie nie jest wesoło. A potem wysiadasz w Cieszynie i zastanawiasz się, czy nie lepiej było zostać na przystanku w Żorach, tam było cieplej.
Studiuję w Cieszynie już 3 rok i w dalszym ciągu znam praktycznie tylko okolice uczelni. Czuję się trochę takim studentem z doskoku. Nie mieszkam w akademiku, nie żyję życiem studenckim, imprezami w Panopie itp. I nie zamierzam zacząć.. Byle skończyć ten rok i obronić pracę. A potem "megisterka" razem z Olą ( ale Patka jak nie pójdziesz ze mną na megisterkę to ci jebnę" ).Idę dziś do pracy na chujaszcze 5 godzin. Z jednej strony mi się nie chce ( norma ), a z drugiej nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć nastroje po poniedziałkowej imprezie ;D Po pracy dołączam do makowiczów do tzw "siatkówki" ( to tak naprawdę jest konspira - organizują grę w siatkówkę a i tak każdy wie, że chodzi o to co jest po meczu - warka bądź inne miejsce, gdzie są driny piwo i coś do jedzenia:P ). na grę się już nie załapię ( oh, cóż za szkoda:P ) ale załapię się na "po meczu". Lubię imprezy integracyjne, a te nieoficjalne to już w ogóle. impreza bez Chumiksa to nie impreza hahaha.
ok, jest już prawie 11:00, co znaczy, że czas wstać z łóżka... po pilot do tv. ah, te moje szalone życie.
edit:
tak jakoś skojarzyło mi się z ostatnimi imprezami ;D
http://www.youtube.com/watch?v=c3mSjHhFpP4

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz