czwartek, 22 listopada 2012

po roku



uprzedzając pytania
tak, wznowiłam pisanie bloga
nie, nie wiem ile to potrwa

na wstępie chciałabym się pochwalić, że szybkość mojego internetu zapiera mi dech w piersiach. wprost aż duszę się ze złości. wiecie, to jest ten moment, kiedy włączam lapka na uczelni i zachwycam się szybkością ich neta. chwała cyfrowemu polsatowi, kuźwa! dzięki niemu nawet reklamy na youtubie mi się zacinają.
ale pomińmy już to, bo zaczynam się gotować.
zmieniło się w ciągu roku tyle, że jakbym miała to szczegółowo opisać, to noc by mnie zastała. więc krótko i zwięźle: od sierpnia mieszkam z moim narzeczonym, mamy m-2, kota i syf w domu. z naciskiem na ostatnie.
kot płci żeńskiej, rasy ( ładnie ujmując) europejskiej, z dziwnym imieniem LEOSIA. mała, wredna, obrażalska i lubi jeść. tak, wiem, że jest podobna do mnie..
lubi siedzieć w reklamówkach z tesko, aportować kuleczki z papieru i mieć chwile czułości i głaskania o 5 rano. a także wprost uwielbia włazić wszędzie tam gdzie nie może. ostatnio jej hobby to rozrywanie na strzępy papieru toaletowego.
tu Leosia jako prezent


Leo lubi trollować na fejsie


narzeczony dalej ma na imię Marcin i jest najpiękniejszym, najwspanialszym, najsłodszym i najlepszym narzeczonym na świecie!

a ja dalej jestem sobą, trochę szerszą w pasie sobą. czy dojrzalszą, mądrzejszą? nie wiem. 
cała ta pogoń powoli zaczyna mnie przerażać, nie nadążam już. tak naprawdę nie ma gdzie od tego uciec, schować się, położyć i odpocząć. przychodzi taki czas, że już nic nie daje ci satysfakcji, praca czy szkoła. nie wiem, jak to zmienić, więc narazie tak trwam. ( w tym momencie właśnie kot wchodzi mi pod kołdrę i łaskocze po nogach  )  
ale na szczęście jest ktoś taki, kto wlewa światło w nasze ponure egzystencje, a imię jego to Adam Zabawa !!!(kot proszę przestań zabierz swoje łaskoczące wąsy z moich stóp!!)
Rzecz dzieje się w tak zwyczajnym miejscu jak Pomarańcza w Bielsku. jest późna noc czy raczej już bardzo wczesny ranek, parkiet pełen ludzi, a na podeście tańczy On. jesteśmy zahipnotyzowani jego tańcem, ruchami, tak bardzo, że nawet nie spostrzegliśmy, jak za pomocą salta ( po uprzednim pierdolnięciu w barierki ) wylądował na parkiecie co najmniej 2 metry niżej. na plecy. ale, jak mawia Adam Zabawa "co nas nie zabije to nas wzmocni". Adam o własnych siłach wstaje, przez chwilę trzyma się barierek po czym znów uprawia dziki taniec na parkiecie ( już nie na podeście. Adam nie jest strachliwy, ale po prostu nie chce mu się wejść z powrotem, wiecie ) Przeżycia Adama Zabawy tak mnie zainspirowały, że postanowiłam zająć się dziedziną, która wcześniej absolutnie mnie nie interesowała. Postanowiłam nagrać krótkometrażowy film o Adamie. Nie będę chamówa i się podzielę z wami moim arcydziełem. Musicie być uważni, akcja dzieje się szybko, możecie nie nadążyć.

W nagraniu pomagała Ola, również wielka fanka Adama Zabawy.
W rysunku postaci starałam się zawrzeć jak najwięcej szczegółów, mam nadzieję, że znajdą się jacyś zainteresowani producenci, którzy udostępnią film w 3D, bowiem chciałybyśmy z Olą, żeby widzowie zobaczyli Adama tak, jak my widziałyśmy go za 1 ( i ostatnim ) razem, by poczuli to co my.

tyle o naszym dziele filmowym.

chciałabym w tej supersłitaśnej notce podziękować ekipie z Maka za najlepszą imprezę EVEEEER, za gangnam style i ona tańczy dla mnie. i drive o 2 w nocy hahahaha.

do następnego!

Brak komentarzy: